Spływ Dunajcem must be pobytu w górach;-)

Podczas naszego pobytu w Bukowinie Tatrzańskiej, postanowiliśmy udać się na spływ Dunajcem. Dobrze, że zdecydowaliśmy się w niedziele płynąć bo chyba w ten dzień była najładniejsza pogoda;-)

Dunajec to prawy dopływ Wisły. Rzeka łącznie z Czarnym Dunajcem mierzy 247 km z czego 17 km to odcinek graniczny między Polską a Słowacją;-) można więc uznać, że podczas naszego pobytu trzy razy odwiedziliśmy to państwo;-) o pozostałych dwóch przeczytacie TUTAJ;-) oraz TUTAJ;-).

Spływ Dunajcem zaczęliśmy w miejscowości Kąty można też zacząć dalej od miejscowości Sromowce Niżne u podnóża Trzech Koron. Końcowym przystankiem może być Szczawnica lub Krościenko. My wybraliśmy najdłuższą trasę od Kątów do Krościenka  za bilety zapłaciliśmy 66 zł od osoby dorosłej i 34 zł za Laurę ( w sezonie letnim bilety są kilka złoty droższe, natomiast do Szczawnicy kosztują około 52 zł i 27 zł). Nasza trasa wyniosła 23 km, trwała około 2 h i 45 min, była dłuższa o około 5 km niż do Szczawnicy. Sezon trwa od kwietnia do końca października, jeśli oczywiście pogoda na to pozwala.

Najstarsze historie odnośnie spływu pochodzą z roku 1589 r., później w pierwszej połowie XIX w., transportowano drzewo, które było łączone w tratwy na Dunajcu aż do Gdańska! Około 1840 r. spływ Pienińskim Przełomem stał się atrakcją turystyczną, ciekawostką jest fakt, że pierwszy tego typu spływ odbył się w nocy. Do dziś jest to największa atrakcja Pienin ale także symbol polskich gór;-) Kiedyś spływ odbywał się na dłubankach, które nie były zbyt stabilne, teraz natomiast są to czółna wykonane z desek połączone w tratwy. Wiecie, że po każdym przepływie filsacy muszą każdą tratwę rozmontować na oddzielne czółna aby zapakować to na samochód i wrócić do początkowego punktu. Z tego co mówił nam filsak dziennie pokonują dwie – trzy trasy w zależności, które odcinki pokonują.

Strój filsaka jest równie charakterystyczny jak sam spływ przeważnie są to dżinsy, obowiązkowo biała koszula, tradycyjna kamizelka oraz kapelusz a w ręku trzymany kij, którym filsak steruje. Ów kij nazywa się „spryska”, ponieważ każdy filsak pryska wodą pasażerów, jest to swego rodzaju chrzest Dunajcem;-). Filsak steruje tratwą wraz ze swym pomocnikiem, który stoi na końcu łódki, na mnie zrobiło ogromne wrażenie jak Panowie byli zgrani ze sobą, dokładnie wiedzieli, w którym momencie powinni przechodzić na drugi brzeg tratwy, pełen profesjonalizm i lata praktyki;-)

Wiecie, że zostać filsakiem nie jest takie proste. Przede wszystkim filsakiem musiał być dziadek i ojciec potencjalnego kandydata a filsak musi być kawalerem;-), pytani o to dziwnie się uśmiechają;-) ale to nie wszystko aby zostać filsakiem trzeba przynajmniej przez trzy lata być zameldowanym w jednej z pięciu osad filsackich czyli w Sromowcach Wyżnych lub Niżnych,  Szczawnicy, Krościenka lub Czorsztynie. Szkoła trwa osiem lat i przechodzi się trzy etapy tzw. trzeci na tratwie, pomocnik filsaka i sam filsak.

Podczas całego spływu mijane szczyty Trzech Koron czy Sokolnicy raz pojawiają się i znikają nam z oczu. Filsak podczas przepływu zadawał nam pytania, po której stronie znajdzie się dany szczyt, nie raz daliśmy się nabrać;-).  Usłyszeliśmy też kilka historii.

Niestety po drodze Panowie tak przyspieszyli, że wyprzedziliśmy inne tratwy, na których było słychać wiele rozmów i śmiechu, natomiast u nas odniosłam wrażenie, że zostało nam powiedziane tyle ile musiało być. Wszystko zależy od grupy, z którą się płynie a u nas od początku było dziwnie, np. jeden Pan stwierdził, że z tak małym dzieckiem nie powinniśmy płynąć, ponieważ na pewno nie wytrzyma i będzie przeszkadzać… wyobrażacie sobie jak ludzie mogą coś takiego powiedzieć, nie znając na co dzień dziecka… jak się nie podoba to niech poprosi o zmianę łodzi. Nasza Laura była grzeczna i właściwie przez długą część spływu skupiała na sobie uwagę a to za sprawą tego, że wszystkie kaczki do niej podpływały a ona cała ucha-chana je karmiła. Tylko w jednym momencie się na chwilę rozpłakała, gdy się przewróciła i wtedy o dziwo uratował sytuacje filsak z drugiej tratwy, który powiedział, że skoro płyniemy na sygnale a córeczka nie jest zadowolona to mamy przesiąść się do nich u nich jest wiele śmiechu;-) był to miły gest ze strony tego Pana;-), oczywiście nie przesiedliśmy się nie mniej miałam na to ochotę.

Doceniam zaangażowanie i pracę filsaków;-) i na pewno jeszcze kiedyś będę chciała płynąć Dunajcem. Tylko tym razem wybiorę trasę od Kątów do Szczawnicy, ponieważ odcinek od Szczawnicy do Krościenka nie jest już tak widowiskowy jak pierwszy etap spływu, no i już nawet u mnie zmęczenie tak długim siedzeniem dało o sobie znać.

 

 

Dodaj komentarz