Malowniczy szlak prowadzący na Rusinową Polanę;-)

 


W trakcie naszej wycieczki w góry (wszystkie nasze posty znajdziecie TUTAJ;-) nie wszystko szło tak jak sobie pierwotnie zaplanowałam ale to dobrze;-) nuta zaskoczenia na wycieczkach jak najbardziej jest wskazana. Tak było z wyprawą na Rusinową Polanę w ogólnie nie miałam tego w planach, ten dzień zaplanował Maciek;-).

Swoją wędrówkę zaczęliśmy w miejscowości Małe Ciche. Zaparkowaliśmy samochód na bezpłatnym poza sezonem  parkingu. Pierwszy etap wycieczki prowadził przez las około 1,5 km, następnie musieliśmy iść przez ponad kilometr jezdnią – ulicą Oswalda Balzera, widoki były fajne ale niestety samochody mimo licznych zakrętów nieraz jeździły zbyt szybko. Jeśli ktoś chce ominąć ten etap wędrówki może od razu zaparkować przy kasach biletowych. Parking tam jest płatny, my niestety wybierając trasę przejścia nie zwróciliśmy uwagi na google mapy, że jest tam w ogóle jakiś parking.

Na Rusinową Polanę prowadzi kilka szlaków turystycznych. Niektórzy idą trasą z Morskiego Oka;-) My właściwą wędrówkę rozpoczęliśmy w Dolinie Filipka, gdzie kupiliśmy bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego za siebie zapłaciliśmy po 5 zł natomiast Laura weszła za darmo. Trasa z Doliny Filipka (944 m. n. p. m.) do Rusinowej Polany (śr. 1235 m. n. p. m.) wynosi około 2,8 km, natomiast różnica wysokości to 291 m. Nam dojście do Rusiwej Polany zajęło dwie godziny.

Bardzo malowniczy szlak, po drodze jest kilka ławek, na których możemy odpocząć i rozkoszować się pięknem natury. Po pokonaniu ponad dwóch kilometrów i całej  masy schodów (ku radości Laury;-) dotarliśmy do Sanktuarium Maryjnego na Wiktorówkach inaczej zwanym Sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr i Sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej.

Historia tego niewielkiego kościołka zaczęła się od młodej dziewczynki Marysi Murzańskiej.  Ów dziewczynka wypasała na Rusinowej Polanie zwierzęta. Jednego dnia kilka zwierzątek odeszło od stada i się zgubiło. Pastereczka szukała swoich zwierząt i wtedy ukazała się jej Piękna Pani, która pomogła Marysi odnaleźć zwierzęta. W zamian poprosiła dziewczynkę aby ta opowiedziała o całym zajściu wszystkim i przekazała, że ludzie mają przestać żyć w grzechu. Pasterz, który usłyszał historię umieścił tam Święty obrazek, wielu górali oraz turystów chodziło tam i się modliło. Po jakimś czasie powstała tam kapliczka z piękną drewnianą figurką, która do dziś mieści się w Sanktuarium. Kościół został zbudowany w 1936 roku, opiekę nad tym miejscem sprawują Dominikanie. Miejsce jest licznie odwiedzane przez turystów oraz górali, którzy często ubrani są w swoje ludowe stroje.

Na terenie Sanktuarium znajduje się jeden z najłatwiej dostępnych cmentarz ludzi gór. Na murze znajdują się tablice poświęcone osobom, które zginęły w górach. Inne tego typu miejsca są usytuowane wysoko w górach. Miejsce jest niezwykłe i robi wrażenie. Gdy czytałam tablice pamiątkowe to miałam łzy w oczach tak jakby Ci, którzy przez miłość do gór zginęli, czuwali nad turystami.

Na terenie Wiktorówek są miejsca do odpoczynku, toalety oraz placówka TOPR. Gdy my akurat tam byliśmy za Kościółkiem trwały prace budowlane.

Dojście do Sanktuarium czy dalej na Rusinową Polanę wymaga pokonania wielu schodów. Laura była mega ubawiona gdy je pokonywała. Oczywiście po pewnym czasie jej małe nóżki nie dawały już rady więc ku radości  Laury, tatuś wziął ją na ręce wózek w drugą rękę i pokonywał schody… szybciej ode mnie;-) oboje byli zadowoleni, Maciek bo w końcu poczuł, że chodzi po górach a Laura bo tata z nią szybko szedł;-)

 

Z Rsuinowej Polany roztacza się piękny widok na góry z bardziej znanych szczytów możemy zobaczyć Gerlach czy Rysy. Docelowo dojść chcieliśmy na Gęsią Szyję niestety tak samo jak w Dolinie Kościeliskiej, Laura dalej iść nie chciała, zresztą kilka osób odradzało nam wspinaczkę z wózkiem. Wyżej poszedł Maciek;-) zajęło mu to około 40 min. Ludzi, których mijał do góry, zdążył ponownie minąć jak schodził.

 

Dodaj komentarz