Samana idealna wycieczka aby poznać przyrodę Dominikany;-)

Uwielbiamy spędzać czas na łonie natury. Czytając programy wycieczek od razu wiedzieliśmy, że ta wycieczka nam się spodoba.

Pierwszym punktem wycieczki był Park Narodowy Los Haitises, który podziwialiśmy z łodzi. Wysiedliśmy w urokliwym miejscu, gdzie z bliska zobaczyć mogliśmy las namorzynowy, czyli drzewa ziemno-wodne. Stamtąd przeszliśmy do jaskini Cueva de la Arena z autentycznymi inskrypcjami Indian Taino.
Indianie Taino to rdzenni mieszkańcy wysp na Karaibach. Ten prekolumbijski lud dotarł tu z obszaru obecnego wschodniego wybrzeża Wenezueli. Iniadnie Taino zajmowali się rolnictwem, żyli sobie bardzo spokojnie, pracowali tyle ile musieli. Uprawiali m.in. maniok, kukurydzę, ananasy. Oni zapoczątkowali najbardziej znany dominikański napój mamajuana, początkowo była to herbata, dopiero Krzysztof Kolumb dodał do tego rum. Jedynym wrogiem Indian Taino byli karaibowie, czyli ludożercy, którzy polowali na Taino. Rdzenni mieszkańcy na wyspie Haiti podzieleni byli na 5 królestw, na czele każdego stał Kack. Gdy Kolumb dotarł na wyspę, Indianie uważali, że biały człowiek to Bóg, Byli pokojowo nastawieni, niestety szybko zostali zniewoleni. Początkowo Taino wybili pierwszy fort La Navidad ale gdy Kolumb wrócił z większą siłą, Taino nie byli w stanie poradzić sobie z przybyszami. Zostali zmuszeni do ciężkiej pracy, mierzyli 120 cm a musieli zbierać trzcinę cukrową, która ma ponad dwa metry! Szacuje się, że w 1492 roku było ich około 60 tys, natomiast w 1531 roku zostało ich 600 aż w końcu Tainowie zupełnie wyginęli. Do dzisiaj używamy ich słów nawet w języku polskim np. huragan, iguana czy Karaiby.

Następnie udaliśmy się na rancho. Na miejscu, kto chciał mógł iść pieszo bądź wsiąść na konia, muła, osła (w zależności, które zwierze zostało nam przydzielone) i z przewodnikiem udać się w stronę najwyższego wodospadu w Dominikanie El Limon. Po drodze, przewodnicy (każdy ma indywidualnego) pokazywali nam roślinność, słabo mówili po angielsku ale starali nam się jak najwięcej opowiedzieć. Gdy doszliśmy do miejsca postoju dla koni, jeden z naszych przewodników dalej poszedł z nami, prowadząc nas stromymi schodami w dół wodospadu. Tam mogliśmy zażyć kąpieli. Ze względu na ostre krawędzie skał należy mieć buty do wody. Nasz przewodnik zrobił nam mnóstwo zdjęć, był pomocny nawet gdy chciałam wyjść z wody lub gdy zdejmowałam buty do wody, to wypłukał mi je z piasku (a nawet go o to nie prosiłam!). Następnie wróciliśmy do góry, gdzie kupiliśmy sobie pinacoladę oraz kilka pamiątek. Powrót konno był łatwiejszy niż dojście tam. W niektórych momentach naprawdę myślałam, że spadnę z konia! Nie mniej była to super przygoda! Przewodnicy ponoć zarabiają tyle ile, my turyści postanowimy im dać, przyjęło się, że jest to minimum 10$. Zwierzęta pokonują trasę tylko raz dziennie i nie codziennie.


Ostatnim punktem wycieczki była wyspa Cayo Levantado. Jej popularna nazwa Bacardi wzięła się od producenta białego rumu o tej samej nazwie, to tam kręcono reklamy tego trunku. Piękna rajska wyspa, na której znajduje się jeden hotel. Dla części udostępnionej dla turystów znajdują się stragany, bar oraz restauracja. Piękny biały piasek, krystaliczna woda po prostu raj na Ziemi;-)

To była nasza najdłuższa wycieczka. Z hotelu wyruszyliśmy o 6 rano, natomiast wróciliśmy około 21. W autokarze spędziliśmy ponad 6 godzin. Był to tylko dojazd z hotelu do pierwszego punktu wycieczki i powrót do hotelu. Podczas całego dnia naszym środkiem transportu była: łódka około 2,5 h, truck safari godzina oraz konie około 40 minut.


Dodaj komentarz