Karczma Stara Kuźnia – KAŻDY kto jest na Mazurach powinien tam zjeść – nasz wpis miesiąca Sierpień

Wpisy z Mazur miałam zacząć od noclegu, ale to zostawiam na koniec. Nie wiem do końca w jakim tonie pisać tamtą recenzję, więc w tym momencie nie zaprzątam nią sobie głowy i przechodzę zdecydowanie do Królowej Sierpnia, czyli do Karczmy Stara Kuźnia <3!

Mazury

Na Mazurach byliśmy pierwszy raz i niestety nie zostaliśmy rozpieszczeni przez pogodę. Jadąc na urlop, wyszukałam wcześniej ciekawe restauracje, w których chciałabym zjeść. O dziwo nie było na niej karczmy. I tak pięknego dnia, jadąc załatwić sprawy do Białegostoku, całkiem przez przypadek zwróciłam uwagę na szyld restauracji, która znajdowała się w okolicach naszego domku. Moją uwagę przykuł koń 😛 tak, zdecydowanie wpływ Laury :D. Od razu wygooglowałam i zapisałam, że jedziemy tam na obiad 😉

Karczma Stara Kuźnia

Samo miejsce jest przepiękne. Chociaż na pewno większe wrażenie robi na miastowych niż na osobach, które na wsi mieszkają na co dzień :D. Nie mniej my uwielbiamy takie klimatyczne miejsca, które wydają się połączone w symbiozie z naturą <3. Często jest tak, że to połączenie jest tylko dla “oczu” gości, ale nie tutaj. Z tej restauracji wszystkie inne restauracje powinny brać przykład.

Restauracja czynna jest w sezonie letnim 😉

Po pierwsze pomysł na miejsce. Warto wchłonąć wszystko, co mamy wokół, czyli ogródek, w którym rosną warzywa, otaczającą naturę, a przede wszystkim jak stare miejsce można przeobrazić w cudowną, klimatyczną restaurację. Warto usiąść przy stoliku i chłonąć widok starego dachu, drewnianych, ciężkich mebli, ozdóbek pozbieranych to tu to tam. Rzucić okiem na kominek, na którym właśnie pieką się startery i mięsiwo dla gości. Chłonąć, chłonąć, a następnie skupić się na karcie.

Po drugie karta dań. Specjalnością restauracji jest jagnięcina. W karcie możemy przeczytać skąd pochodzą sery oraz wina. Jeśli chodzi o warzywa, niektóre są z poletka mijanego przy wejściu, inne od okolicznych rolników. Lubimy takie informacje, uwielbiamy takie miejsca! Bardzo! Jeszcze większy plus, gdy przeczytałam co restauracja oferuje naszym pociechom. Nie wdziałam nigdzie lepszej karty i wyboru dań dla dzieci. Jeśli czytaliście moje wcześniejsze recenzje, wiecie, jaką ogromną uwagę przykuwam do dań, które oferowane są dzieciom. Uważam, że w 99,5% restauracji dzieciom proponuje się oklepane i ociekające tłuszczem frytki i nuggetsy (często bez surówki – bo po co), pomidorową i rosół (chociaż dobre zupki to lubimy;-). Tutaj dzieci mogą wybrać jagnięcinę, kurczaczka, a nawet dla najmłodszych króliczek się znajdzie. Chociaż strasznie ubolewam, ponieważ Laura tym razem miała ochotę na placki ziemniaczane.

Po trzecie obsługa. Wielokrotnie to powtarzałam i powtórzę jeszcze raz 😀 Najlepsze smaki w restauracji, ale beznadziejna obsługa = słaba restauracja. Miejsce przede wszystkim tworzą ludzie. Tak jest tutaj, miła obsługa, gotowa doradzić gościom 😉

Nasze dania

Pierwsze, na co zwróciłam uwagę to starter, który otrzymaliśmy. Bułeczki, które wypiekane są na środku restauracji w kominku 😉 Przepyszne!

Następnie Maciej zamówił zupę rybną ;-). Nie moje smaki chociaż Maćkowi smakowała, ale jest strasznie ostra, więc jeśli ktoś nie lubi palenia w buzi to odradzamy 😛

Na dania główne Maciej wziął comber z jagnięciny – rewelacyjny, ja skusiłam się na gulasz grzybowy – obłędny, a smak buraczków jest nie do podrobienia! Nasza Laura wybrała placki ziemniaczane i tutaj chyba było największe zaskoczenie, ponieważ placki były mega grube. Często mamy w domu placki bo wszyscy lubimy, ale zawsze są takie cieniutkie, tutaj natomiast były podane inaczej. Laura była zachwycona, Maciej także polubił taką formę, ja wolę jednak cieńsze 😉 nie mniej były bardzo smaczne 😉

POLECAMY to miejsce. Warto wspierać takie pomysły gastronomiczne, a może coraz więcej dobrego jedzenia znajdziemy na kulinarnej mapie Polski!

Dodaj komentarz