Mrągowo – przepiękna mazurska miejscowość i pyszna restauracja – Łapa Niedźwiedzia.

Trzecia i ostatnia miejscowość, którą odwiedziliśmy na Mazurach. Mi osobiście Mrągowo kojarzy się z festiwalami disco polo i kabaretami :P. Więc w moich wyobrażeniach miejscowość tą charakteryzowały wszechobecne stragany, namolne zaproszenia do skorzystania z atrakcji turystycznych itp. Nic bardziej mylnego!

Spacer po Mrągowie

Zaparkowaliśmy samochód od strony amfiteatru – parking bezpłatny ;-). Po czym przeszliśmy niedaleko tej znanej sceny, niestety nie można było wejść aby zrobić zdjęcie z widokiem na Mrągowo, ponieważ trwały przygotowania do jakiejś imprezy.

Zaskoczyło mnie jak mało ludzi było i początkowo zero budek jakichkolwiek, ale miał padać deszcz więc pewnie to zniechęciło ludzi. Mrągowo zlokalizowane jest nad jeziorem Czos. Warto w jedną stronę przeprawić się tramwajem wodnym, przemili Panowie zadbają, aby te kilka minut upłynęło wesoło. Cena 8 zł od osoby 😉

Po wyjściu na brzeg, przeszliśmy pięknym i zadbanym deptakiem. Zjedliśmy lody w lodziarni Małgosia – pyszne 😉

W powrotną stronę przeszliśmy wzdłuż linii brzegowej jeziora, co też okazało się wspaniałym pomysłem, ponieważ widoki były piękne ;-).

Chyba tutaj ze wszystkich tych miejscowości odczułam, że natura miejska jest idealnie zachowana w równowadze z żądnymi przygód turystami 😛

Łapa Niedźwiedzia

Miejsce na obiad jakie nam wybrałam to Łapa Niedźwiedzia. Restauracja zlokalizowana jest troszkę na uboczu, ale w okolicy parku 😉

Super miejsce! Idealny przytulny, klimat, który sprzyja dłuższemu przebywaniu w tym miejscu. Na szczególną uwagę zasługuje obsługa, która jest przemiła i pomocna. Zna kartę dań i potrafi coś podpowiedzieć. Goście ze stolika obok byli z pieskiem i bez problemu czteronożny gość otrzymał miskę wody ;-). Weszliśmy w idealnym momencie, ponieważ jeszcze było mało osób, ale jak skończyliśmy nasz posiłek to restauracja była cała zapełniona, więc szybsza rezerwacja wskazana 😉

Menu

Maciej zamówił chłodnik (poniżej zobaczycie jak ciekawie podany :P. Do tego banalnie niebanalny, ponieważ pyszny zestaw fish & chips.

Ja wybrałam na przystawkę pieczony kalafior z dodatkiem innych warzywek oraz o dziwo pysznym dipie na bazie jogurtu naturalnego. Dlaczego pisze o dziwo? Nie lubię dipów na bazie jogurtu jedynie gdzie toleruje jogurt naturalny to z dodatkiem świeżych owoców. Więc zaskoczyło mnie, że tutaj ten dip mi idealnie pasował. Na główne zamówiłam pierś z kurczaka supreme, który był idealnie przypieczony.

Moje siostry zamówiły pizzę 😛 szokujące, wiem hah:D. Nie mniej był to strzał w 10, ponieważ pizza im bardzo smakowała, szczególnie doceniły sos 😉

Mój tata zamówił kanapkę z szarpaną wołowiną i była to jedyna restauracja, w której tak bardzo mu smakowało, że postanowił pochwalić to danie u kelnera 😉

Mama natomiast postawiła na wieprzowego T-Bone. Wszystko jej bardzo smakowało, chociaż stwierdziła, a ja się z nią zgadzam, że robi lepszą kapustę zasmażaną. No cóż nie ma to jak mamusine smaki 😉

Dodaj komentarz