Luizjana – Dwór Artusa Toruń – witaj w świecie Nowego Orleanu ;-)

Uwielbiam poznawać restauracyjne perełki ;-). Mam zresztą szczęście do wynajdywania fajnych miejsc, ale są takie, które w pamięci zostaną na dłużej – i taka właśnie okazała się Luizjana.

W Toruniu znajdują się dwie restauracje, ale ja zdecydowanie polecam tę w Dworze Artusa! Akurat przez przypadek zaparkowaliśmy koło tej drugiej przy ulicy Mostowej i uważam, że ta na starówce jest bardziej klimatyczna ;-). Jest jeszcze jedna filia w Bydgoszczy.

Słowem wstępu

Właściciele mieszkali na terenach Luizjany przez 7 lat, po powrocie zapragnęli zarazić wszystkich swoją miłością do kuchni kreolskiej. Z Luizjaną kojarzy mi się głównie Nowy Orlean, muzyka jazzowa oraz przepiękne kobiety, ubrane w charakterystyczne stroje lat 20. I taki klimat poczułam właśnie w tej restauracji – muzyka, dania, cudowna atmosfera… To wszystko sprawiło, że od razu moje serce zabiło szybciej.

Menu

Tak jak wyżej napisałam menu bazuje na kuchni kreolskiej, czyli połączeniu kuchni afrykańskiej, karaibskiej, francuskiej oraz kuchni południa USA ;-). Pozycje w karcie głównie bazują na daniach mięsnych, ale jest kilka pozycji dla wegan i wegetarian ;-). Bardzo słabe menu dziecięce tzn. jest bardziej polskie niż w stylu menu kuchni kreolskiej (ja wiem, że większość dzieci je nuggetsy i frytki, ale naprawdę są dzieci, które mają bardziej wyszukane kubki smakowe i lubią próbować nowych smaków. Dlatego uważam, że zawsze w menu powinna być jedna flagowa pozycja w wersji dziecięcej).

My postawiliśmy na przystawkę z boczniaków, natomiast Claudia i Sebastian na amerykańską bruschettę. Obie przystawki już zapowiedziały nam dalszą ucztę.

Na dania główne wzięliśmy: bakłażan pirogue, jambalaya w wersji ze smażonymi krewetkami i pikantną kiełbasą chorizo (była jeszcze wersja z kurczakiem i wołowiną) oraz steki z rostbefu. Wszystkie dania były mega! Jeśli chodzi o steki to były lekko podpieczone, a o resztę trzeba było samemu zadbać. Stek podawany był na rozgrzanym kamieniu i gość sam decyduje jaki stopień wysmażenia jest dla niego odpowiedni (w sumie to bardzo dobry sposób, aby uniknąć niezadowolonych gości ;-).

Ja oczywiście postawiłam na bakłażana. O ile z cukinii potrafię zrobić same pyszności. Tak bakłażana uważam za warzywo, z którego ciężko uzyskać dobry smak. No i tutaj moje ogromne zaskoczenie bo smakował rewelacyjnie, a do tego ten przepyszny luizjański sos (połączenie warzyw i beszamelu).

Maciej postawił na potrawę kreolską i wybrał jambalay’e. Przepyszne połączenie ryżu w wersji nowoorleańskiej (ryż po ugotowaniu miesza się przyprawami i przecierem chociaż dokładne składniki zależą od przepisu;-), z dodatkiem krewetek i chorizo.

Nasza opinia

Uwielbiam takie miejsca! Naprawdę polecam Wam z całego serca tę restaurację, jej unikalny klimat i dobre smaki ;-). Miejsce, jazz i klimat to wszystko sprawiło, że już po przekroczeni drzwi poczułam się jak w innej rzeczywistości ;-).

Dodaj komentarz